Prehistoria (1998-2001)
Historia zepsołu w latach 1998-2001.
Prehistoria (1998-2001)
Na początku był chaos... nie to nie ta bajka. Na początku... Ale o tym co było na początku lepiej opowie Cirdan:
Rangers of the North czyli Strażnicy Północy, to właśnie my. Jesteśmy grupą zapaleńców, których łączy wiele wspólnych cech, z których najważniejszą jest zamiłowanie do twórczości J.R.R. Tolkiena. Do zespołu należą osobniki obojga płci, chociaż przewagę liczebną stanowią mężczyźni. Historia powstania naszej grupy nie jest zbyt długa (Cirdan pisał to jeszcze przed 2001. Przypis Mithrandir, marzec 2009). Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Wtedy to niejaki Tomek Grudziński znany powszechnie jako Elessar, zapalony wielbiciel twórczości Tolkiena wraz z bratem Kubą Grudzińskim - Boromirem - wpadli na pomysł napisania gry opartej na akcji "Hobbita". Dopięli swego (grę można dziś ściągnąć z działu download naszej strony). Jednak pewien niedosyt pozostał - gra była lekko niedopracowana. Postanowili więc stworzyć drugą, lepszą - tak się zaczyna historia tworzenia "Władcy Pierścieni". Elessar zajął się programowaniem, a Boromir stroną graficzną gry. Z początku to co zaczęło powstawać było bardzo prymitywne, i niezbyt ładne, ale z czasem gra zaczynała nabierać właściwych kształtów. Rodziło się mnóstwo pomysłów i planów, powstawały nowe projekty i zamierzenia i wkrótce ta dwójka śmiałków nie poradziła by sobie z nawałem pracy, gdyby nie dołączył do nich kolega Boromira - Chairman (zwany mylnie przez wiele osób Adrianem Dębowskim). A stało się to w wakacje 1998* roku.
Chairman podobnie jak Elessar zajął się programowaniem, a cały nawał pracy graficznej spadł na Boromira. Biedak dwoił się i troił by sprostać wymogom gry, ale na szczęście umiejętności posiadał nieprzeciętne. Po kilku miesiącach, gdy gra zaczęła już mieć jasno wytyczoną przyszłość i można było obejrzeć pierwsze, a właściwie tysięczne (bo gra w międzyczasie zmieniała swój wygląd) wyniki ich pracy postanowili, że ich grupa znowu powinna się powiększyć i umieścili w internecie ogłoszenie o naborze chętnych do współpracy przy tworzeniu gry. W ten właśnie sposób w czerwcu 1999 roku do zespołu dołączyłem ja - Cirdan, albo jak kto woli Piotr Sułek.
Ponieważ moja znajomość Delphi (bo w tym właśnie programie powstaje gra) była (i nadal jest) praktycznie żadna, a moje umiejętności graficzne są bliskie przeciętnym zająłem się wymyślaniem scenariusza, znajdowaniem kolejnych problemów, których rozwiązywanie nierzadko pozostawiałem Elessarowi i Chairmanowi (gdy były to problemy natury programistycznej) oraz obmyślaniem ogólnego wyglądu i zasad działania gry. Oczywiście wszystkie wymienione tu przeze mnie aspekty mojej pracy wykonywali wcześniej (i nadal to robią) wszyscy członkowie zespołu.
Gdy nasza współpraca zawiązała się już na dobre wciągnąłem do tego również moją siostrę Magdę, przez wielu Arweną zwaną. Ona bardzo ładnie rysuje, więc zajęła się przygotowaniem grafiki do dema i gry. Niedługo po mnie na ogłoszenie odpowiedział także Niko aka Draq, czyli Nikodem Wojciechowski. Jego działką były zajęcia podobne do moich, ale głównie jego praca skupia się na przygotowywaniu elementów graficznych, które wykorzystujemy w grze. Działo się to wszystko w wakacje 1999* roku. W tym właśnie miejscu należy wspomnieć o Kokotku.
Jestem niemal pewien, że zdecydowana większość z Was nie wie co, lub kto to jest Kokotek. Wielki błąd. Otóż Kokotek jest to mała miejscowość leżąca mniej więcej w dwóch trzecich trasy z Tarnowskich Gór do Lublińca. Kokotek położony jest na pięknych, lesistych terenach upstrzonych tu i ówdzie jeziorkami i stawami. Zapytacie, co ma to wspólnego z grą? Otóż ma. Tam właśnie odbyło się nasze pierwsze dłuższe spotkanie zespołu w składzie : Elessar, Boromir, Chairman i ja. Niestety Niko, ani Arwena nie mogli się tam zjawić. Bracia Grudzińscy posiadają tam uroczy domek letniskowy położony w leśnej głuszy. Niedaleko od tej posesji znajduje się jezioro Kokotek, przed domkiem rzeczka, koło domku boisko do kosza, w domku kilka komputerów połączonych w sieć, ogólnie cisza i spokój. Czegóż więcej może człowiek chcieć od życia?
Tak więc spotkaliśmy się tam*, by pracować wspólnie nad grą, wymienić doświadczenia tolkienistyczne itd. Ale myli się ten, kto uważa, że cały czas spędzaliśmy ślęcząc nad książkami lub przed monitorem. O nie ! Wystarczy, że wspomnę, że oprócz naszej czwórki było tam też kilkoro innych przyjaciół Elessara i Boromira, a całe to nasze towarzystwo nigdy się ni nudziło. A to wyjazd nad jeziorko pokąpać się (nierzadko przy księżycu), a to ognisko, grill, kiełbaski i piwko, a to koszykówka, a to zbieranie grzybów, innym znów razem oglądanie Star Wars lub Monty Pythona, gra w Diablo przez sieć lub w Heroes of Might & Magic... oj, nie nudziliśmy się.
Ale jak to w życiu bywa czas biegnie 10 razy szybciej, gdy spędza się go w szczęściu i w miłym towarzystwie. Wakacje się skończyły. Jednak początek roku szkolnego był też okresem, gdy prace nad grą ruszyły pełną parą. Ten moment też uznajemy za właściwy początek prac nad obecną wersją gry, która chyba będzie już ostateczną. Wkrótce do zespołu przyłączyło się tymczasowo kilka osób, które próbowały imać się różnych rzeczy, ale prędzej czy później wszyscy oni się wykruszyli i człon zespołu pozostał bez zmian. W tym mniej więcej czasie udało się nam w końcu ustalić nazwę dla naszego teamu - Rangers of the North (pol. Strażnicy Północy). Ten, kto czytał "Władcę Pierścieni" wie, kim byli Strażnicy Północy, a Ci, którzy nie czytali niech dowiedzą się tego sięgając do tej właśnie książki.
W kolejne wakacje ponownie spotkaliśmy się, chociaż niestety ciągle w niepełnym gronie i spędziliśmy wspólnie wraz z kilkoma przyjaciółmi spoza zespołu wiele wspaniałych dni, ale oczywiście wakacje znów się skończyły (czy one zawsze tak muszą??) i trzeba było stawić czoła kolejnemu rokowi nauki... Następne miesiące zmagań z grą upłynęły pod znakiem poszukiwań speca od grafiki 3D i w końcu poszukiwania te przyniosły sukces - dołączył do nas PaweF, ukrywający się w normalnym życiu pod imieniem Pawła Filipczuka. Zaczęła się przed nami rysować coraz lepsza perspektywa, tym bardziej, że mnie więcej w tym samym czasie dołączył Koshmaarny zaiste Koshmaar :-), który wprawdzie 3D nie potrafił, ale swe ponadprzeciętne umiejętności plastyczne zdecydował się rozwijać pomagając nam przy grze. Chwała mu za to. Ale nie był to koniec poszerzania się naszego grona - oto wreszcie dołączył do nas stary przyjaciel Yossarian, Wojtkiem Domagałą zwany, w którym pokładamy nadzieję zarówno ze względu na 3D, jak i inne bardziej szczegółowe zadania.
W zespole zaroiło się od nowych twarzy, ale to przecież dobrze, nie mieliśmy więc żadnych oporów, by przyjąć kolejną osobę - Muszka, który zresztą stanowi rodzeństwo :-)) Muszek, absolutny spec w sprawach Władcy Pierścieni skupia swe umiejętności na scenariuszu do gry, a jego brat, Muszek próbuje swych sił rysując. Ale, ale, przecież Chairman, Boromir i Yossarian zaczęli tegoż roku studiować informatykę - a tam pełno programistów! nie może więc dziwić, że jeden z nich zapragnął wciągnąć się w wielki projekt, jakim jest Władca, i tak doszedł do naszego grona TomC, który na studiach rozpoznawany jest jako Tomek Czerniejewski.
Ledwo żeśmy się zdążyli obejrzeć, a już mieliśmy w zespole imć Defactora (do tej pory nie wiem, czemu czasem w mailach podpisuje się Karol Sabat), który zarzucił nas kolejnymi utworami muzycznymi do naszej gry. Udało mu się też wprowadzić do zespołu kolejnych członków. Jednym z nich jest grafik 3d - Sagitarius, przez niektórych zwany czasem Bartoszem Woźnym.
Poza tym trzeba powiedzieć, że dostaliśmy lukratywną propozycję przystąpienia do serwisu www.gildia.pl na naprawdę wspaniałych warunkach. Musielibyśmy przenieść naszą stronę na serwer Gildii oraz dostosować oprawę graficznej na taką jaka ma Gildia. W końcu, po zażartych wewnątrzzespołowych dyskusjach, zadecydowaliśmy że NIE przystąpimy do Gildii. Jak się okazało podjęliśmy właściwą decyzję, gdyż kilka miesięcy później serwis Gildii upadł... (Nie wiem czemu Cirdan używa takich argumentów... ale to Cirdan. W każdym razie Gildia ma sie dobrze, i nawet co starsi jej działacze mają do nas czasem trochę żalu. Przypis Mithrandir, marzec 2009) Lecz to nie był koniec właściwych decyzji, jako że w maju 2001r. zdecydowaliśmy o zakupie własnej domeny! Nasz wybór padł na adres www.wladca.pl i mimo utrudnień ze strony NASKu nasza strona błyszczy i lśni pięknością pod nowym adresem. Na dodatek przywitaliśmy nowego webmastera - Kerana (szerzej znanego w otchłaniach internetu jako Arkadiusz Maniecki) który zaczął pomagać Cirdanowi w prowadzeniu strony. Doszedł do nas również nowy artysta typu "papier i ołówek" przez nas zwany Delakruą, choć koledzy mówią do niego Tomek Jeziorski.
Znowu, po kolejnych burzliwych dyskusjach ustaliliśmy, że dalsze tworzenie gry 2D nie ma sensu. Po prostu było nieopłacalne i to z wielu powodów. Naradziliśmy się więc i podjęliśmy prawdziwie męską decyzję - panie i panowie, robimy Władcę w 3D! Niestety, dodanie jednego wymiaru więcej wymagało od nas tworzenia praktycznie wszystkiego od nowa - kod, grafiki, trzeba było dostosować założenia i scenariusz do nowego stylu gry. To OLBRZYMIA kupa roboty, nie spodziewajcie się więc gry za rok, dwa.
(Cirdan)
Tak oto wyglądają początki zespołu oczami najmądrzejszego z Sindarów. Jak widać, od początku zespół korzystał z życzliwej pomocy różnych instytucji, między innymi Inkluza. A oto kilka osobistych relacji członków zespołu, którzy przyłączyli się w tamtym okresie:
"Natknąłem się na zespól czytając jakieś ogłoszenie w Inkluzie (kurcze, to było chyba 4 lata temu (zima 2000 - przypis Mithrandir, listopad 2003). Napisałem do nich mejla i...jakoś tak się złożyło, ze zaprosili mnie do korespondencji. Pamiętam - wszystko było wtedy jeszcze takie...hmm...no na pewno nie wiedzieliśmy tego, co wiemy teraz. To była zima, zaprosiłem chłopaków do mnie na spotkanie (to był Borek, Chairman, Cirdan, Elessar - kolejność alfabetyczna). Ja miałem stać się pierwszym scenarzystą i mieliśmy obgadać jak tworzyć scenariusz...No i wpadliśmy na kilka pomysłów (pamiętam ten przełom z M*G**REM i ten tryumf Elessara/Pingla). I tak się zaczęło..."
(Muszek)
A to relacja innej osoby, która pojawiła się zaledwie kilka miesięcy wcześniej:
"Podobnie jak Muszek ja również dołączyłem do RotNu przez ogłoszenie w inkluzie. To było chyba ze 4 lata temu, we wrześniu, 20 któregoś. Od kilku dni (w nagrodę za dobre oceny na świadectwie i dostanie się do LO) miałem modem i szalałem ;). Jedną z pierwszych stron jakie odwiedziłem była strona inkluza, przypadkiem zajrzałem do działu z ogłoszeniami, przejrzałem całą stronę, i już, już, miałem wyłączać, gdy zobaczyłem że jest jeszcze jedno ogłoszenie na samym dole. To było właśnie ogłoszenie Elessara, i gdyby nie to że wymieniał on Photpainta jako jedno z narzędzi do tworzenia grafiki, to pewnie bym nie napisał. Zresztą, ten mail do Elka(dla niewtajemniczonych. Elek to skrócona nazwa imienia Elessara, w zespole zwykle posługujemy się skróconymi wersjami imion. - przypis Mithrandira) to był chyba 2 mail w moim życiu (1 do siebie samego napisałem ;)). Absolutny przypadek. Czysty surrealizm. Gdy teraz o tym myślę, to nie chce mi się wierzyć że tu jestem. Takie rzeczy się nie zdarzają, po prostu ;)"
(Koshmaar)
Niektórzy to mają szczęście... A teraz relacja grafika... którego twórczość dosyć mocno odbiła się na wyglądzie naszej strony. Jak wszyscy widzicie bardzo pozytywnie.
"A ja jestem całkiem ciekawym przypadkiem. Do zespołu zwerbował mnie Defactor, który był pierwszym muzykiem. Kiedy przystąpiłem w wakacje 2001, zaraz po maturze, to rysowałem szkice, do których dziś z przykrością się przyznaje, ale szefostwu wystarczyły więc mnie przyjęto. Na dodatek moje doświadczenia z farbami były jeszcze mniejsze, więc dopiero w zespole nauczyłem się malować. Dlatego wiele prac wykonywałem dwukrotnie (Sil, Drużyna w Rivendell, Portrety). W międzyczasie po długich i burzliwych dyskusjach z zespołu odszedł def i w sercach niektórych zagościła obawa o moje członkostwo. Na szczęście ja bardziej przywiązałem się do tego sympatycznego grona, które miałem okazje osobiście spotkać w Kokotku i na premierze WPDP w Zabrzu, więc nie miałem zamiaru odchodzić. Dzięki ciężkiej pracy moje ilustracje stały się na tyle dobre, że zacząłem dostawać prywatne zlecenia od członków zespołu i zarobiłem tyle piw , że nie mogę się doczekać najbliższego zjazdu (więc proszę nawet nie myśleć o zarzuceniu projektu i perspektywie zawieszenia kontaktów). Poza tym zyskałem niewidzialnego przyjaciela, na którym galopuję po każdym mailu. Do mnie, Silver!"
(Delakrua)
Jezior poruszył kilka kwestii, o których jeszcze nie było mowy... Ale o tym później... Mniej więcej w drugiej połowie 2001 roku głośno się zrobiło w kraju o Olimpiadzie Tolkienistycznej. Ja co prawda nie jestem typem, który potrafi się wyuczyć geografii Śródziemia na pamięć, jednak udało mi się namówić brata... Z tym moim bratem to jeszcze się będzie działo. W każdym razie namówiłem brata, pomyślałem jednak, że napiszę za niego opowiadanie (wtedy jeszcze miałem czas na pisanie opowiadań dla zabawy ;)). Do zrealizowania koncepcji tekstu potrzebowałem wierszy z Hobbita, zacząłem więc przeszukiwać internet... I tak znalazłem tę stronę, podówczas jeszcze nie tak piękną jak dzisiaj. Jako zapalonego programistę eksperymentalnego zaciekawił mnie wtedy ten projekt. Wysłałem więc do kogo się dało maile o członkostwo. Co prawda nie miałem wówczas kwalifikacji na programistę, ale Cirdan postawił ultimatum, że jak pod koniec tygodnia pojadę z nimi (całkiem nieznanymi ludźmi) do Lublińca (całkiem nieznanego miasta) to mogę zostać scenarzystą (spodobało mu się moje opowiadanie napisane dla brata. Dociekliwi mogą je odszukać na stronie, ale jest podpisane pseudonimem literackim, więc trudno będzie). Pojechałem.
Był to grudzień 2001 roku. Lubliniec. Elessar, Triumwirat (gdzieś po drodze dołączył do zespołu. Taka sympatyczna trójca w jednym ciele... Kolega Boromira ze studiów, jednak nie programował), Cirdan, Mithrandir (Ja), Muszek i Kuba (strasznie wyglądający, ale też i strasznie milusi pies Muszków). Ustanowiono rekord w jedzeniu parówek (bodajże 11 - i wcale nie był to Cirdan). Wtedy to narodziły się pierwsze pomysły o nieliniowości. Rozdzieliliśmy pomiędzy siebie terytoria (pierwsze linie demarkacyjne w historii Śródziemia). Do teraz większość z tamtych ustaleń nie uległa zmianie. Dodam jeszcze tylko, że w sumie były to dwa spotkania. Przed i po świętach.
Warto jeszcze wspomnieć o Bilbie. Bilbo jest hobbitem. Wiecie kto to jest hobbit? W każdym razie nosi (przynajmniej w kwietniu 2003 jeszcze nosił) kucyka i w wyniku działania Pierścienia nie wygląda na swój wiek. W sumie to wygląda na dużo, dużo mniej. Dołączył do zespołu zaraz przede mną.
Rozumiecie teraz, dlaczego, jeżeli chodzi o początki historii, posłużyłem się relacją Cirdana.
Mithrandir, scenarzysta, listopad 2003